Kiedy wyjechałam na wakacje, moim mieszkaniem opiekowała się babcia. Muszę wspomnieć, że kobiecina ma dość irytujący zwyczaj przestawiania rozmaitych rzeczy typu książki, płyty, naczynia, bo według niej ,,tam nie pasują". Nic dziwnego, że długo potem nie mogłam znależć swoich rzeczy, albo znajdywałam je w nieco dziwacznych miejscach. Dzień po powrocie z wakacji wybrałam się na jogging. Wróciłam wykończona, potwornie spragniona i od razu zaczęłam szukać czegoś zimnego do picia (wiem, łatwiej byłoby po prostu napić się "kranówy", ale jej nie znoszę). W końcu zauważyłam, że na stoliku na balkonie stoi do połowy pełna buteka po wodzie mineralnej. Pomyślałam, że babcia, siedząc na balkonie, przyniosła sobie mineralną, o której potem zapomniała i ruszyłam, żeby się napić. Byłam naprawdę mocno spragniona, więc wzięłam olbrzymiego łyka... i zorientowałam się, że to, co do złudzenia przypominało mi wodę, w rzeczywistości było rozcieńczonym płynem, którego babcia używała do zwalczania mrówek, od czasu do czasu urządzających najazdy na moje mieszkanie (a zwłaszcza na ten nieszczęsny balkon)... A późniejszą wizytę na pogotowiu mogę śmiało zaliczyć do bardziej traumatycznych momentów mojego życia... YAFUD«Poprzednia wpadkaNastępna wpadka »
Obserwujesz komentarze do tego wpisu.
Nie chcesz, aby coś ci umknęło?
Dostaniesz wtedy powiadomienie jeśli pojawi się nowy komentarz do tego wpisu.
Obserwujesz komentarze do tego wpisu.
Nie chcesz, aby coś ci umknęło?
Dostaniesz wtedy powiadomienie jeśli pojawi się nowy komentarz do tego wpisu.
53934TRASH