Codziennie na uczelnię jeżdżę rowerem - mam jakieś 15 minut drogi. Miałam ważny egzamin, więc wyjechałam godzinę prędzej. W pewnym momencie ścieżka rowerowa się zwęża i zakręca - jest to zaraz za przejazdem przez jezdnię, więc nie rozwinęłam prędkości, ale zaraz za zakrętem moim oczom ukazał się jeden z "cyklistów-sprinterów", który gnał na złamanie karku. Oczywiście we mnie wjechał. Efekt? Zakrwawione kolana i ręce, w tym spuchnięte i krwawiące palce lewej ręki (a piszę lewą ręką). Do tego pobrudzona biała bluzka i łańcuch, który spadł, a przy zakładaniu którego po łokcie ubrudziłam się smarem. W tak opłakanym stanie dojechałam na uczelnię dziesięć minut przed egzaminem. Ledwo trzymałam długopis. YAFUD«Poprzednia wpadkaNastępna wpadka »
Obserwujesz komentarze do tego wpisu.
Nie chcesz, aby coś ci umknęło?
Dostaniesz wtedy powiadomienie jeśli pojawi się nowy komentarz do tego wpisu.
Obserwujesz komentarze do tego wpisu.
Nie chcesz, aby coś ci umknęło?
Dostaniesz wtedy powiadomienie jeśli pojawi się nowy komentarz do tego wpisu.
53929TRASH
53934TRASH