Oddałem swój zimowy płaszcz do profesjonalnej pralni chemicznej. Był to wełniany element garderoby, który wymagał delikatnego czyszczenia. Przy odbiorze zapłaciłem za usługę i odebrałem zafoliowane ubranie na wieszaku. Nie sprawdziłem go na miejscu, bo bardzo śpieszyłem się na spotkanie. Dopiero w domu zdjąłem folię i dokładnie obejrzałem płaszcz. Okazało się, że materiał skurczył się o co najmniej dwa rozmiary. Rękawy sięgały mi ledwo za łokcie, a zapięcie guzików było fizycznie niemożliwe. Podszewka z kolei w ogóle się nie skurczyła i wystawała na dole na pięć centymetrów. Wróciłem do pralni, aby złożyć reklamację. Właścicielka pokazała mi małym drukiem napisany regulamin, w którym zrzekają się odpowiedzialności za kurczenie się wełny. Zostałem bez ciepłego okrycia na początku grudnia. YAFUD«Poprzednia wpadkaNastępna wpadka »
Obserwujesz komentarze do tego wpisu.
Nie chcesz, aby coś ci umknęło?
Dostaniesz wtedy powiadomienie jeśli pojawi się nowy komentarz do tego wpisu.
Obserwujesz komentarze do tego wpisu.
Nie chcesz, aby coś ci umknęło?
Dostaniesz wtedy powiadomienie jeśli pojawi się nowy komentarz do tego wpisu.