Zbliżała się okrągła rocznica naszego ślubu, więc postanowiłem kupić żonie jej ulubione perfumy. Znalazłem je w małej, ekskluzywnej drogerii w samym centrum miasta. Po pracy pojechałem tam specjalnie, przebijając się autem przez ogromne korki. Zapłaciłem za szklany flakonik i poprosiłem ekspedientkę o eleganckie zapakowanie. Kobieta misternie zawiązała na ozdobnym pudełku piękną, czerwoną wstążkę. Schowałem prezent do skórzanej torby i bardzo ostrożnie wróciłem do domu. Chciałem położyć paczkę na najwyższej półce w szafie, żeby żona jej przypadkiem nie znalazła. Stanąłem na taborecie i wyciągnąłem ręce do samej góry z pudełkiem w dłoniach. W tym momencie taboret delikatnie skrzypnął, a ja na ułamek sekundy straciłem równowagę. Odruchowo machnąłem rękami i wypuściłem pudełko prosto na twarde płytki w przedpokoju. Usłyszałem tylko głośny trzask pękającego szkła i poczułem bardzo intensywny kwiatowy zapach. Zostałem bez drogiego prezentu i z kałużą perfum, która będzie wietrzeć przez miesiąc. YAFUD«Poprzednia wpadkaNastępna wpadka »
Obserwujesz komentarze do tego wpisu.
Nie chcesz, aby coś ci umknęło?
Dostaniesz wtedy powiadomienie jeśli pojawi się nowy komentarz do tego wpisu.
Obserwujesz komentarze do tego wpisu.
Nie chcesz, aby coś ci umknęło?
Dostaniesz wtedy powiadomienie jeśli pojawi się nowy komentarz do tego wpisu.