Dostałem zaproszenie na ślub i wesele mojego kuzyna, które miało odbyć się w dworku za miastem. Postanowiłem pojechać tam własnym samochodem, żeby nie być uzależnionym od transportu grupowego. Wyjechałem z odpowiednim wyprzedzeniem, ubrany w wyprasowany, granatowy garnitur i białą koszulę. Trasa przebiegała spokojnie, nawigacja pokazywała, że będę na miejscu trzydzieści minut przed ceremonią. Ostatnie pięć kilometrów prowadziło przez wąską, żwirową drogę między polami. Nagle zza zakrętu wyjechał duży ciągnik rolniczy z podpiętą szeroką maszyną. Musiałem zjechać maksymalnie na pobocze, żeby go przepuścić, inaczej byśmy się nie minęli. Prawe koła mojego auta zsunęły się na grząski, gliniasty grunt ukryty pod warstwą trawy. Kiedy traktor odjechał, spróbowałem ruszyć, ale koła tylko buksowały w miejscu. Z każdym dodaniem gazu samochód zakopywał się coraz głębiej w błocie. Wysiadłem, żeby ocenić sytuację, i od razu ubrudziłem lakierki lepką gliną. Musiałem zadzwonić po pomoc drogową z wyciągarką. Czekałem na nich ponad godzinę w pełnym słońcu na szczerym polu. Ominęła mnie ceremonia w kościele, a na salę weselną dotarłem po pierwszym daniu, w brudnych butach i z potężnym opóźnieniem. YAFUD«Poprzednia wpadkaNastępna wpadka »
Obserwujesz komentarze do tego wpisu.
Nie chcesz, aby coś ci umknęło?
Dostaniesz wtedy powiadomienie jeśli pojawi się nowy komentarz do tego wpisu.
Obserwujesz komentarze do tego wpisu.
Nie chcesz, aby coś ci umknęło?
Dostaniesz wtedy powiadomienie jeśli pojawi się nowy komentarz do tego wpisu.