Wybrałem się na wieczorny bieg po parku, na trasę, którą pokonuję regularnie od kilku miesięcy. Biegłem po wybrukowanej alejce w stałym, miarowym tempie, słuchając podcastu w słuchawkach. Warunki były idealne, nie było zbyt gorąco ani zbyt ciemno, a ścieżka była dobrze oświetlona latarniami. W pewnym momencie zbliżyłem się do starego, rozłożystego dębu rosnącego przy samej ścieżce. Skupiłem wzrok na ścieżce przed sobą, starając się utrzymywać równy krok. Nagle poczułem silne uderzenie w czoło, które całkowicie zbiło mnie z tropu. Okazało się, że podczas popołudniowej wichury w parku nadłamała się dość gruba, niska gałąź, która zwisała teraz dokładnie na wysokości mojej głowy w świetle ścieżki. Uderzenie było na tyle mocne, że odrzuciło mnie do tyłu. Straciłem równowagę, potknąłem się o własne nogi i upadłem na twardą kostkę brukową. Oprócz potężnego guza na czole i rozciętej skóry w miejscu uderzenia, mocno stłukłem sobie biodro przy upadku. Zamiast zdrowego treningu, musiałem wracać do domu kulejąc, z krwawiącym czołem, a następnego dnia zrezygnować z zaplanowanego wyjazdu w góry. YAFUD«Poprzednia wpadkaNastępna wpadka »
Obserwujesz komentarze do tego wpisu.
Nie chcesz, aby coś ci umknęło?
Dostaniesz wtedy powiadomienie jeśli pojawi się nowy komentarz do tego wpisu.
Obserwujesz komentarze do tego wpisu.
Nie chcesz, aby coś ci umknęło?
Dostaniesz wtedy powiadomienie jeśli pojawi się nowy komentarz do tego wpisu.